![]() |
|||||
![]() |
|||||
|
|
|||||
|
Maciek i Ania. Ania i Maciek... Na początku żadne z nas nie mogło tego pojać. Jak to możliwe? Znaliśmy się już półtora roku i... nic. Lubiliśmy się. I tyle. Któregoś dnia zaczęliśmy więcej rozmawiać. O Targach Pracy, które chcieliśmy zorganizować. Z targów nic nie wyszło (jeszcze kiedyś będą!), ale Maciek zapytał, czy pójdziemy razem na Sylwestra. I to właśnie była nasza pierwsza randka... Chyba oboje byliśmy równie skrępowani, zwłaszcza gdy ktoś pytał nas czy jesteśmy ze sobą. Dlatego dużo tańczyliśmy. Tańczyliśmy, tańczyliśmy... A na "Bo jesteś Ty..." coś zaiskrzyło... I tak się zaczęło. Przez kolejne kilka miesięcy każde z nas, nie mówiąc nic drugiemu, zastanawiało się, czy to ma sens i czy ma szansę się udać. Żadnej pewności, tylko ciągłe dawanie sobie czasu. Pojechaliśmy w góry i... było lepiej. Pojechaliśmy na Roztocze i... przestaliśmy mieć wątpliwości czy chcemy być razem. Maciek się obronił i został magistrem. Pojechaliśmy do Kielc i były to cudowne wakacje. A potem zaczęło się szukanie pracy. Z dnia na dzień Maciek był coraz bardziej załamany i zdesperowany. Aż któregoś dnia, po miesiącu poszukiwań zadzwonił telefon - ma Pan pracę. Agencja reklamowa - spełnienie marzeń. Rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej brutalna niż dotąd. Wyszukiwanie klientów i Potem to już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Najpierw w przecudownym otoczeniu Wigier i bezludnego pola namiotowego Maciek spytał "Czy zostaniesz moją żoną?", przez kilka tygodni próbowaliśmy znaleźć fajne miejsce na wesele, bo gdzie ślub wiedzieliśmy bez żadnych konsultacji. Ciągle słyszeliśmy, że za mało, ze nie ma miejsc, albo nie w tym roku. Ale w końcu i to się udało. Z dnia na dzień pracy i przygotowań było coraz więcej, aż 21 maja 2005 r. wszystko było już gotowe. Na tyle, że powiedzieliśmy sobie TAK. Razem z 80 gośćmi na weselu bawiliśmy się doskonale. Zamieszkaliśmy wspólnie w Lublinie, na Szafirowej. Poręba to bardzo dobre osiedle do mieszkania. Niestety, nie było nam dane długo cieszyć się lasem za oknem. Pewnego dnia Maciuś wrócił z pracy i jego zasępiona mina mówiła, że coś jest nie tak. W końcu przemówił... A z tego wynikło wszystko inne: od końca czerwca 2005 roku mieszkamy i pracujemy w Łodzi. Próbujemy przywyknąć, zaaklimatyzować się, lecz mimo upływu czasu wciąż jest tu trochę obco. Mamy tu już swój kąt, kilka miejsc, do których chętnie wracamy, ale wciąż to nie miesjce, o którym mozna powiedzieć DOM. Właściwie jest nas już troje, bo Mania pojawi się lada dzień. Ona będzie Łodzianką z papierów. Ale chyba nie długo się tu będzie chować, bo ciągle coś nas gna dalej. Ciągle szukamy swojego miejsca - może będzie to znów Lublin, a może Kielce. Może cos pomiędzy... Zobaczymy. |
||||
|
|
|||||
| Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Design by SZABLONY.maniak.pl. |
|
||||
|
|
|
|
|
|
|