Poddałam się
… po 2,5 godzinie walki.
Zacznę od początku. Od kilku tygodni w nocy Mania śpi na tapczaniku, a nie w łóżeczku. Przeszło gładko, tylko raz podnosiliśmy ją śpiącą z poduch ułożonych na podłodze, by lądowanie było miękkie. Raz też zdarzyło się, żeby po kąpieli i innych wieczornych czynnościach z tego tapczanu wstawała, a tak ładnie sobie leży, spokojnie zasypia i budzi się rano razem z budzikiem. Tak jest w nocy.
Ale plan był taki, żeby łóżeczko zlikwidować. Zatem podobnie miały przebiegać drzemki okołopołudniowe. Niestety, tu dziecko odkryło fascynującą zabawę we wstawanie. Dziś obiecałam sobie, że się zawezmę, będę konsekwentna i twarda, że będę ją układać na łóżku do skutku. Ale po 150 minutach spasowałam. Włożyłam ją do łóżeczka, co jak zwykle skwitowała krótkim płaczem, po czym po 3 minutach słodko zasnęła. W łóżeczku zasypia błyskawicznie o tej samej porze, gdy na tapczanie zabawa trwa w najlepsze.
Może wiecie jak sobie z tym poradzić?