Wiosna przyszła nagle i niespodziewanie, długo oczekiwana, dość szybko przechodząc w dość letnią aurę. W nocy przymrozki, w dzień żar lejący się z nieba. Teraz po przymrozkach zostały jedynie niezmienione opony, ale można ponarzekać na brak deszczu. I jak ma urosnąć posiana marchewka, pietruszka i inne warzywka? Dobrze, że na rzodkiewkę i kalafiora można liczyć. Takie to oto krótkie rozważania młodych działkowców.
U Mani cztery zęby bez zmian. Idą następne, bo już mocno bolały. Tymczasem boleć przestały a zajrzeć się nie da. Są za to inne zmiany. W zeszłym tygodniu Tata wziął Dziecię, postawił i powiedział: “Idź do mamy”. Posłuszne Dziecię, mimo wielkich wątpliwości, uczyniło swe pierwsze 3 świadome kroki (nieświadome zdarzyły się wcześniej, w szoku związanym z ilościa nóg które je otoczyły). Od tego czasu minęło dni 9, a Dziecię śmiga po mieszkaniu od ściany do ściany jak traMania. Czasem tylko zapomina, że potrafi i wpada w rozpacz, że nie ma palca do trzymania. Jednak duża, nieogrodzona ścianami przestrzeń, bez wyraźnego celu pt. “tata” lub “mama”, bądź “kanapa” jest onieśmielająca. Chyba, że na horyzoncie pojawi się huśtawka… Niestety jest jeden minus – Dziecię zafascynowane chodzeniem, nie chce jeździć. A to już nie będzie proste.

A ku ku!

Kim jest ten facet? Nie podoba mi się

Kielecki włoski ogród

Pozujemy?

Doszłam!

Nie ma jak u Taty