Tyle się dzieje, że nie wiadomo w co ręce włożyć. W czasie świątecznych wojaży martwiliśmy się, czy nie zalaliśmy sąsiadki. Po powrocie okazało się, że to my zostaliśmy nieco przez sąsiadów poszkodowani, a ucierpiała na tym nasza łazienka. Włączyliśmy komputer i zobaczyliśmy, że zima nadeszła jakoś niepostrzeżenie, więc ciepłe skarpety i bielizna okazały się towarem pierwszej potrzeby. Zatem Maciek stał się stałym wiernym klientem zaprzyjaźnionych producentów oraz logistyków, odwiedzając tych ostatnich o jak najpóźniejszych porach, a dom dopiero po nich. Potrzeby okazały się na tyle wielkie, że produkcja nie nadąża za popytem, a to dopiero pierwsza tura ferii przed nami.
U Pana Doktora mam już niemal stały termin wizyt – co dwa tygodnie widzimy się z różnych przyczyn. Ostatnią był poznany przez nas wszystkich baaaaaaardzo dokładnie wirus znanego kieleckiego pochodzenia (jak to się dzieje, że niemal każdy nasz wyjazd z Łodzi kończy się wizytą u Pana Doktora?). Wysypka za to się nie pojawiła, więc po 3 tygodniach chyba już mogę świętować – nie tym razem. Tylko jak tu świętować, skoro właśnie w tym celu wybieraliśmy się na Wschód, a tam wirusy nie odpuszczają? Trzeba czekać ze świętowaniem, byle okazji nie zapomnieć.
A świętować jest co – nasz Pierwszy Wspólny Syn skończył 4 lata – jak wczoraj powiedział: ma krzesełko i baloniki, później w tle słychać było śpiewy, zatem mimo ataków anginowo-wiatrówkowych impreza się kręciła w nieco okrojonym, za to dobrze znanym składzie. Jego Szanowny Pan Tata lada chwila też jedno oczko do przodu się posunie. Przy okazji Dziadziuś i Babcia też by z wnuczką powiwatowali, a na dodatek u Szwagrów Moich Ulubionych lada chwila 3:1 będzie. I mimo, że nie teraz, to jednak przyjedziemy i na wszystkie zaległe imprezy postaramy się trafić.
Tak właśnie przywitał nas 2009 rok.
Krótki raport na koniec: trzeci ząb na wierzchu, ulubiona zabawa – raczkowanie krok w krok za mamą, zdejmowanie ksiażek z półek, znajdowanie nieopatrznie zostawionych przez rodziców rzeczy, stawanie przy komputerze i stukanie w klawiaturę. Samo stanie też jest niezmiernie frapujące, tylko jak z tej pozycji przejść do innej – samokontrola nie pozwala na świadome puszczenie tego, co się trzyma. Nieświdome to zupełnie inna bajka, czasem kończąca się wielkim krzykiem. Stojąc można też przesuwać się nóżka za nóżką wzdłuż łóżka, tapczanu, szafki, gdy na horyzoncie ciekawy obiekt.