Czas na zmiany
Wiem, że zmiany sa nieuchronne. Że niemal nieruchomy noworodek z każdym dniem nabywa nowych umiejętności i wciąż się uczy. Ale tempo tych zmian mnie czasem oszałamia. To dopiero 5 miesięcy a wydaje się jakby wieki. Właśnie Dziecię zmieniło Ferrari na MacLarena, tzn. przełożone (bo jeszcze nie siedzi) zostało do spacerówki. A to dlatego, że podsłuchało mamy rozmowę z Pewną Ciotką, gdy mama mówiła, że obroty to jeszcze nie wychodzą. Wziąwszy sobie to do serca, niemal identycznie jak z przewrotami na bok, następnego dnia sama z siebie zaczęła ćwiczyć obrót na brzuch. Po kilku razach udało się w lewo. Po kilku dniach udało się też w prawo. Czasem udaje się powrót na plecy, ale to wymaga jeszcze dopracowania. Przewroty można ćwiczyć wszędzie, również w wózku, tak jak wystawianie nóg, rąk i głowy poza jego obręb, stąd decyzja – potrzebne są pasy – i tym sposobem Maniusia podziwia teraz widoki z nowego pojazdu. I znów polubiła spacery, choć czasem pasy przeszkadzają ;)
Przyszła też pora na urozmaicenie jadłospisu. Na razie o kaszkę na noc, bo moje anielsko śpiące nocą Dziecko przestało tak uroczo sypiać, a godziny 3-5 stały się świetną porą na zabawy i rozmowy, ale jedynie w twarzystwie. Po kaszce noc znów służy snom, a na twarzy gości uśmiech. Jutro będzie marchewka, potem ziemniaczek i jabłuszko, a potem to już pewnie schabowy – jak jemy patrzy na nas z takim zaciekawieniem i wyrzutem, że ona nie dostaje, że czasem kęs w gardle staje…
A dziś, jak tylko autko odzyska sprawność, jedziemy do Kielc. Trochę się poTargujemy, odpoczniemy, w atrakcjach zapowiedziano grilla, więc cała naprzód.