Mania | Bez kategorii | 24 czerwca 2008

Wczoraj Tata miał mi kupić nową bajkę. Zbiera mi płyty z Pszczółką Mają, ale teraz miała być książka. O Bolku. Nie wiem tylko, czemu nic o Lolku nie mówił. Rozstali się? Pokłócili? I co na to Tola? Czekałam cały ranek niecierpliwie, bo te 700 stron to na kilka lat wystraczy na dobranoc, ale nic z tego nie wyszło. Może  lepiej, bo smutno mi, że tak sam został, ja to przynajmniej mam Krowę, Owieczkę, Pieska, Króliczka i innych przyjaciół…

Mama się cieszy, a ja jeszcze bardziej, bo odkrywam co chwilę fascynujące rzeczy. Mam dwie rączki i dwie nóżki. Nogami można wszystko i wszystkich kopać, a jak się zaprę na przewijaku i odepchnę, to przesuwam się coraz bliżej ściany. I można nimi wiszące zabawki do rączek przybliżyć. A rączki to już jedna z drugą się chwytają. I grzechotki też umiem obiema łapkami trzymać. Ale najfajniej to się do buzi wkłada. Jak gdzieś sobie leżę, w łóżeczku, na przewijaku czy na rękach to też mogę wszystko łapać: ręcznik, zdjęte ubranko, Taty koszulę, Mamy włosy.

Czasem Mama chce mi do buzi smoczka wsadzić, takiego samego, albo z butelką, ale nie daję się. Nie podoba mi się to. Tak, wiem, przez chwilę się złamałam i cmokałam, ale to nudne takie. Wolę grzechotkę pocmokać albo paluszki.

A dziś to się sama na bok odwróciłam. Tak mi się spodobała narzuta na kanapie, ze koniecznie chciałam ją dotknąć obiema rękami. Fajnie jest robić coś pierwszy raz :)

PS. Wiadomość z drugie ręki. Mama mówi, że Wujek mówi, że Franek sam chodzi!

Czerwcowe przypadki

Ania | Bez kategorii | 14 czerwca 2008

Czerwiec przyszedł a wraz z nim iście letnia pogoda. Z każdej strony słychać było ochy i achy jak to fajnie i takie tam, tylko po kilku dniach wszystkim się znudziło. I upały, przynajmniej chwilowo znikły. Mania odetchnęła, bo wreszcie znów może budzić się o przyzwoitej porze, a nie wraz ze wschodem słonka, gdy w jej pokoiku gorąc nie dawał spać. I dzięki temu wysypiamy się wszyscy troje – z małą pobudką o trzeciej nad ranem możemy delektować się snem od 20 do 7 rano.

Tylko ty mnie rozumiesz, moja przyjaciółko

Gdy tylko wspomnieliśmy, że gości u nas co niemiara, zapał osłabł i… nikt do nas nie przyjeżdża. Stąd nauczka jest dla żuka, jak napisał niejaki Brzechwa, i już nie będę pisać, że odwiedziny liczne. Bo przecież nie liczy się ilość, ale jakość.

Coś mi się samo nadziało na rękę i dzwoni

Póki co trwają zabiegi do mające na celu włączenie Maryśki do grona katolików. Operacja nader skomplikowana wziąwszy pod uwagę odległości łódzko-lubelsko-kieleckie, sezon urlopowy oraz chęć chrztu w sąsiedniej parafii. Ale praca wre, jutro się okaże z jakim skutkiem.

Polski Wordpress
Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał azWeb dla Polski support WordPress