Wczoraj Tata miał mi kupić nową bajkę. Zbiera mi płyty z Pszczółką Mają, ale teraz miała być książka. O Bolku. Nie wiem tylko, czemu nic o Lolku nie mówił. Rozstali się? Pokłócili? I co na to Tola? Czekałam cały ranek niecierpliwie, bo te 700 stron to na kilka lat wystraczy na dobranoc, ale nic z tego nie wyszło. Może lepiej, bo smutno mi, że tak sam został, ja to przynajmniej mam Krowę, Owieczkę, Pieska, Króliczka i innych przyjaciół…
Mama się cieszy, a ja jeszcze bardziej, bo odkrywam co chwilę fascynujące rzeczy. Mam dwie rączki i dwie nóżki. Nogami można wszystko i wszystkich kopać, a jak się zaprę na przewijaku i odepchnę, to przesuwam się coraz bliżej ściany. I można nimi wiszące zabawki do rączek przybliżyć. A rączki to już jedna z drugą się chwytają. I grzechotki też umiem obiema łapkami trzymać. Ale najfajniej to się do buzi wkłada. Jak gdzieś sobie leżę, w łóżeczku, na przewijaku czy na rękach to też mogę wszystko łapać: ręcznik, zdjęte ubranko, Taty koszulę, Mamy włosy.
Czasem Mama chce mi do buzi smoczka wsadzić, takiego samego, albo z butelką, ale nie daję się. Nie podoba mi się to. Tak, wiem, przez chwilę się złamałam i cmokałam, ale to nudne takie. Wolę grzechotkę pocmokać albo paluszki.
A dziś to się sama na bok odwróciłam. Tak mi się spodobała narzuta na kanapie, ze koniecznie chciałam ją dotknąć obiema rękami. Fajnie jest robić coś pierwszy raz :)
PS. Wiadomość z drugie ręki. Mama mówi, że Wujek mówi, że Franek sam chodzi!

