Tyle się dzieje, że nie nadążamy. Niby kilka dni, a udało nam się przyjąć masę gości. Zwiedziliśmy Świdnik, Lublin i Kielce. Odwiedziliśmy kilku lekarzy w związku z zaleceniem poszpitalnym oraz z chorym gardełkiem i zatkanym noskiem. Ilość wrażeń, a może to taka kolej rzeczy, spowodował nieznaczne wyciszenie naszej Córy i zdobycie nowej umiejętności – zasypiania w dzień, dzięki czemu udało się mamie w dniu jej świeta ugotować obiad.
Tyle się dzieje, że trudno opisywać, dlatego fotki niech mówią same za siebie…



… jaką osiągnęła Mania nie wprawiła Pani Pielęgniarki w takie zdziwienie, jak jeszcze bardziej słuszny wzrost. Bo dziś, po raz pierwszy od wyjścia ze szpitala, nasza Pociecha została opomiarowana. I wyszło, że mierzy 60,5 cm i waży (w pieluszce) 5470 gram. O ile waga się pani zgodziła, o tyle wzrost mierzony był dwa razy ze względu na podejrzewaną pomyłkę. Nie dlatego, że w szpitalu było więcej :)
W jeszcze większe zdziwienie, ze sporą dozą ciekawości, wprawił panią płacz naszej Pierworodnej. Bo Mania już od progu wyczuła, że jej się nie spodoba ta wizyta i niemal od wejścia wpadła w największą z możliwych rozpacz. A to związane jest nieodłącznie z kolorem twarzy przypominającym buraka (nie cukroweg) i chwilowym bezdechem. Pani, nie wierząc, że gorzej już nie będzie, wezwała posiłki (chyba do trzymania jej jakbym ja nie dała rady), ale ku wielkiemu zdziwieniu 2osobowej asysty, żadno z dwóch wkłóć nie wywołało żadnej reakcji – po prostu gorzej być nie mogło. A najlepsze jest to, że od razu, po przekroczeniu progu gabinetu i wyjściu na korytarz Dziecię już błogo spało nie pamiętając mam nadzieję o przykrościach sprzed chwili…
PS. W imieniu Solenizantki dzięki za życzenia
Maniu,
dziś są Twoje pierwsze imieniny.
Życzymy Ci dużo cierpliwości do tych, którzy są obok Ciebie, miliona powodów do uśmiechu na Twojej twarzyczce, zdrowia na każdy dzień. Bardzo Cię kochamy.