Talenty
Ksiądz rozmawia z dziećmi o przypowieści o talentach. One mówią o swoich talentach.
Tata pyta Manię: “A Ty jaki masz talent?”
“Nie wiem…”
“Lubisz tańczyć?”
“Tak. I śpiewać”
Po chwili:
“Tato, mam jeszcze talent do jedzenia!”
Ksiądz rozmawia z dziećmi o przypowieści o talentach. One mówią o swoich talentach.
Tata pyta Manię: “A Ty jaki masz talent?”
“Nie wiem…”
“Lubisz tańczyć?”
“Tak. I śpiewać”
Po chwili:
“Tato, mam jeszcze talent do jedzenia!”
Pakując przesyłki patrzę w “budzie” na zdjęcie Mani z marca 2010 i myślę, jaka ona była jeszcze malutka.
Patrzę na Nelę, która jest niewiele młodsza niż Mania wtedy i wydaje mi się, że jest jeszcze malutka.
Patrzę na Manię i zastanawiam się, czy nie straciłyśmy czegoś dlatego, że za szybko zaczęłam ją traktować jako dużą dziewczynkę.
…atmosfery spokoju, czasu płynącego swoim tempem. Brakuje mi tego, że wszędzie jest blisko. Brakuje mi Sienkiewki i Krakowskiego Przedmieścia. Brakuje mi sklepów, które nie są w galerii, a można w nich znaleźć fajne niedrogie ciuchy. Brakuje mi Bliskich…
Co my tu robimy? Po prostu jesteśmy i tęsknimy…
PS. Aniu, Marku – jeszcze raz wszystkiego, co najlepsze!
Już od kilku dni słyszałam “Mamo, przyjadą do mnie goście, i zaśpiewają mi sto lat i będzie duży tort!”, po czyn następował podskok radości i okrzyk “hura”. Dziś marzenie stało się rzeczywistością. “Sto lat” słyszane kilkakrotnie wzbudzało coraz większe zawstydzenie. Błysk w oku na widok tortu (robionego wspólnie z Tatą) – bezcenne.
Szanowna Jubilatka – Trzylatka z tortem i Anielką
W lutym 2005 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego załatwialiśmy dokumenty ślubne. Nagle wszedł Ks. Arcbiskup. My oczy na siebie. Wstaliśmy, podszedł do nas, przywitał się, porozmawialiśmy, także o KULu, uśmiechnął się jak powiedzielliśmy, że ślub w akademickim.
Za szybko.
… życzyć Polakom jeszcze lepszego roku 2011 niż był 2010.
Szczyt idiotycznych postanowień noworocznych sinego pana z osiedla: będę pił tylko do mięsa.
…rozlega się całymi dniami. Z przerwami na drzemki. Od miesiąca Anielka pełza. Po 3 dniach od pierwszych raczkowych kroków postanowiła, ze czas zacząć podziwiać świat z wysoka. Wczoraj pierwszy raz nieporadnie stanęła na nóżkach. To nic, że jeszcze ni umie stabilnie siedzieć. Dziś dalej ćwiczyła. Coś mi się wydaje, że zabezpieczenia, które zrobiliśmy przy Mani będą za słabe :-)
Od kilku dni Mania uporczywie twierdziła, że nie chce, żeby Mikołaj przychodził i na wszelki wypadek nie chciała od niego też żadnych prezentów. Co prawda oglądając marketowe gazetki dochodziła do wniosku, że chce wszystko, ale “mama tupi”, a nie jakiś tam Mikołaj da. Jednak On przyszedł. Marysia wpadła w histerię, kurczowo trzymała się mnie odbierając prezenty, nie odezwała się słowem i wałczyła ze sobą, żeby znów się nie popłakać. Aż serce zaczęło mi się krajać. Jednak prezenty okazały się na tyle fajne, że ma pozwolenie na przyjście za rok :-)
PS. Anielka przyjęła go ze stoickim, wrodzonym sobie, spokojem.
… z przedszkola i pojechaliśmy oboje zrobić rekonesans przed zakupem trzeciego fotelika do samochodu. Trafiliśmy do długiego, ale wąskiego sklepu dziecięcego. Ja w jednym końcu podziwiałem szeroką ofertę siedzisk, a Marysia buszowała w zabawkach. Jednym uchem słyszałem odgłos pracującego silniczka, ale nawet nie skojarzyłem tego dźwięku z moją Kochaną Córeczką. A powinienem. Wychyliłem się na główną alejkę na środek sklepu, a po niej na elektrycznym quadzie zasuwa całkiem zwinnie skupiona na kierowaniu Marysia. „Tata patrz, mój” jeszcze brzmiało w jej ustach w momencie, kiedy opuszczaliśmy sklep.
Fotelika nie wybraliśmy, ale gdyby był kawałek trawki na wyłączność to chyba Święty Mikołaj albo Aniołek nie mieliby problemu z prezentem :-)
…który dostojnie zajechał przed główne wejście Pałacu. Stał na czerwonym dywanie twarzą w kierunku Krakowskiego Przedmieścia. Kiedyś często bywał pod tym adresem, zapraszany na konsultacje, dyskusje czy oficjalne rauty, ale zawsze wchodził boczną oficyną lub przez budynek, który co prawda nie zbytnio oddalony, ale w sposób widoczny nie połączony jest z siedzibą Prezydenta. Po ponad czterech latach, znów przekroczy próg najważniejszego budynku w Polsce, choć sam nie uważał go za ośrodek władzy.
Upajał się chwilą kiedy po dwóch dekadach, znów był w centrum uwagi stojąc na środku Sali Kolumnowej. Dziś co prawda nie siedzi za okrągłym stołem vis’a’vis PZPRowskiego rządu, ale czuje ten sam klimat wyjątkowości i podniosłości wydarzenia. Nigdy publicznie nie pokazywał się z rodziną więc i tym razem zaprosił wyłącznie swoich przyjaciół i znajomych, w przeważającej większości z redakcji. Odbierając odznaczenie, otoczony obiektywami kamer i aparatów, szepnął Prezydentowi słowa, których nikt nie usłyszał, ale które rozbawiły najważniejszą osobę w państwie, przysparzając twarzy rumieńców.
Podczas jak zawsze przydługiego i wyrecytowanego niemalże rymowanym wierszem prezydenckiego przemówienia, przypomniał sobie telefon od Returna sprzed kilku miesięcy, który nawet nie przywitawszy się rzekł:
- No to masz załatwione. Szykuj smoking, bo impreza prawdopodobnie jeszcze w tym roku.
To właśnie Return był inspiratorem pomysłu wyróżnienia Michał najwyższym odznaczeniem państwowym. Zorganizował grupę kilku wpływowych znajomych, którzy zarażeni pomysłem i pełni szacunku dla Bogatyrowicza uruchomili swoje kontakty i w ciąg kilku miesięcy doprowadzili do szczęśliwego finału. Po części był to też jego prywatny rewanż, za wielkie zaufanie, którym obdarzył go naczelny „Słowa”, a przede wszystkim za niezależność i swobodę jaką mu dał przy tworzeniu gazety. Wieczorem, cała „grupa sprawcza” – jak nazywał Return grono ludzi lobbujących za przyznaniem odznaczenia – przybyła do gabinetu Bogatyrowicza.
…do mnie, że takie organizacje jak Akcja Katolicka czy Kluby Inteligencji Katolickiej to w dniu dzisiejszym ruchy na wymarciu. Kiedyś prężne, skupiające elitę, niezależną i opozycyjną elitę – dziś skupiają dojrzałych już działaczy nie pozostawiających świeżej i młodej krwi. Zostaliśmy poproszeni o prezentację Gałęzi Rodzinnej RŚŻ w łódzkim KIKu i to właśnie po tym spotkaniu zrozumiałem, jak ważna jest formacja na każdym etapie życia społecznego. Bo aby starszych zastąpili młodzi, to ci pierwsi muszą dbać o młodsze pokolenie, swoje dzieci, wnuki, prawnuki. Niby proste, a jakie ważne.
Myślę, że jako jeden z pierwszych mam przyjemność zaprosić wszystkich na kiermasz Bożonarodzeniowy 2010. Bomby, choinki, świecidełka, kadzidełka, świeczki, lampki i girlandy dostępne są już w obi łódź szparagowa (przypominam, że piszę to w dniu 26-10-2010). W tym roku modne znów złoto, ale także seledyny i fiolety.
…osiedlowego NZOZu. Przynajmniej raz w tygodniu, któraś z teczek z naszym nazwiskiem jest wykładana na biurko pani doktor. Coś strasznego, husteczki idą jak woda, odkurzacz z „katarkiem” ma już stałe miejsce w dużym pokoju pod stołem i nie jest chowany, a z panem magistrem w aptece wkrótce przejdziemy na „ty”. Najgorsze są noce: jedna zaczyna płaczem o jedzenie, druga kończy rykiem o siku lub picie. „W stereo i kolorze” jak określa taką akcje moja Aneczka.
Wszystkim, którzy mają dość krzyków, wrzasków, wzajemnych oszczerstw i kalumni w dyskusjach i publicystyce w tv, radiu, polecam TVP KULTURA. Odkryłem ją podczas Konkursu Chopinowskiego. Jaka kultura, jaki spokój, jakie słownictwo, a polszczyzny może pozazdrość nawet radiowa „jedynka”. Naprawdę WYSOKA KULTURA. Moje typowanie: Ingolf Wunder zwycięzcą, Wakarecy w pierwszej szóstce.
Neluchna nasza ma już pół roku a ja ciągle się dziwię. Przecież dopiero byłam w ciąży… Już pokochała panele, a maty edukacyjnej unika jak ognia. Mania buduje jej wieże, a ona je burzy. Razem na podłodze robią samoloty, czytają książeczki. Tylko czemu moje dzieci tak szybko rosną?
Męczące są te odwiedziny – pomyślała Mania i poszła od Dziadków

Polski Wordpress
Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał azWeb dla Polski support WordPress